Refleksje profesora Jerzego Sadowskiego

Pęd do zmiany, odwaga i rozwaga są we mnie od czasów dzieciństwa.

Medycyna jako nauka bardzo dynamiczna wymaga nie tylko odwagi terapeutycznej, ale również odwagi badawczej. Im bardziej zagłębiamy się w sedno choroby, tym bardziej pragniemy znaleźć metody na jej pokonanie. Od zarania tak jawi się medycyna – właśnie jako nauka niepokorna i niepogodzona z ograniczeniami, na jakie napotyka.

Wyrastałem w rodzinie lekarskiej, w której od dziecka słyszałem rozmowy moich rodziców – świat szpitalny wchodził bezpardonowo w mury naszego domu. Rejestrowałem sukcesy, ale widziałem także mojego tatę – lekarza ortopedę przeżywającego porażki. Gdy dziś wspominam tamte czasy, tamtą medycynę, to jestem dumny z tego, jak daleko zaszliśmy. Nieraz zastanawiam się, jak to się szybko działo i dzięki komu w ciągu tych ostatnich lat dokonywaliśmy wielkich przełomów. Myślę, że ten mój pęd do zmiany, odwaga, ale i rozwaga są we mnie od czasów dzieciństwa. Nie lubię przegrywać. I być może to właśnie zadecydowało o tym, że stale poszukiwałem nowych dróg i rozwiązań.

Dojrzewając także jako kardiochirurg, czułem odpowiedzialność za każdego pacjenta, który z zaufaniem powierzał mi swoje życie. Walczyłem o jego życie, jak umiałem, ale czasami bywałem bezsilny. Wraz z rozwijającą się karierą lekarza czułem, że moi pacjenci oczekują ode mnie coraz więcej. Dlatego podejmowałem nowe tematy, które dawały nadzieję na lepszy efekt terapeutyczny dla moich pacjentów. Zazwyczaj nie miałem dylematów etycznych – po nowe pomysły sięgałem tylko wtedy, kiedy byłem pewien, że są one bezpieczne lub że w tym momencie nic lepszego nie mogę zaoferować mojemu pacjentowi.

Etyka w zawodzie lekarza jest świętością i niejednokrotnie słyszałem, jak inni koledzy unikali nowości w jej imię. Ja nie jestem i nigdy nie byłem typem zachowawczym – całe moje życie zawodowe świadczy o tym, że żyję i pracuję w myśl hasła: „Kto nie próbuje – ten nie świętuje”. Być może miałem też wiele szczęścia, ale jak to mówią – szczęście sprzyja odważnym. Nie chciałbym, aby zabrzmiało to nieskromnie, ale według mnie nie ma prawdziwego medyka bez diagnostyka – w rozumieniu badacza, poszukiwacza. Tak się właśnie rozwijała i będzie rozwijać medycyna: dzięki żądnym nowych metod lekarzom, ale przede wszystkim przez panującą wśród wielu z nas niezgodę na przegraną.

Od kiedy zostałem kierownikiem Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii, mogłem bez ograniczeń realizować wizję Kliniki i zespołu. Od początku postawiłem na rozwój, nowoczesność i na wielokierunkowy charakter naszej pracy. Chciałem, by moi koledzy mogli czuć się tak samo, jak wybitni lekarze z innych krajów. Wiedziałem, że nie brakuje nam zdolności, a nasza wiedza i doświadczenie nie są mniejsze. Ale gdy jest się Polakiem, żeby naprawdę zaistnieć w światowej kardiochirurgii, potrzeba nowych, spektakularnych sukcesów. Bywając w świecie, poznawałem nowych ludzi, reprezentujących nie tylko świat medycyny, ale również świat nauki. Przedstawiając nasze osiągnięcia, zostaliśmy zauważeni – i tak się zaczęła nasza przygoda z najlepszymi ośrodkami badawczymi na świecie. Nazywam to przygodą z przekory – bo lekarza, który wie, że musi się zmierzyć nie tylko ze swoimi przyzwyczajeniami, ze swoimi fobiami, ale jednocześnie dostrzega zalety nowych rozwiązań – cieszy ta wizja niemalże tak, jak cieszy dziecko. Wie, że mały krok w medycynie może być wielkim krokiem dla konkretnego pacjenta.

Doceniono nasze doświadczenie, otwartość i determinację w pokonywaniu trudów i pułapek, jakie stawia przed nami nie tylko stan zdrowia naszych pacjentów, ale również polski system ochrony zdrowia. Kiedy sześć lat temu wszczepiłem po raz pierwszy w świecie bezszwową zastawkę, która była absolutnie kosmicznym rozwiązaniem z logicznego punktu widzenia i doświadczenia kardiochirurga, a jednocześnie stanowiła jedyną nadzieję dla najciężej, nieuleczalnie chorych pacjentów – okazało się, że to, co dotychczas wiedzieliśmy i w co wierzyliśmy, wcale nie jest prawdą ostateczną. Byłem szczęśliwy, kiedy widziałem naszych pacjentów po operacji w naprawdę dobrej formie. Przypomniałem sobie słowa swojego pierwszego nauczyciela, prof. Jana Molla: „Odwaga jest zawsze potrzebna, gdy chcemy zwyciężyć, a śmierć ma urok tylko dla bardzo nielicznych”. Taka motywacja w zawodzie lekarza jest na pewno ważna, ale nigdy nie może stać się brawurą – tego nauczyłem się od mojego bezpośredniego poprzednika, prof. Antoniego Dziatkowiaka i prof. Bircksa w Niemczech, od których pobierałem najlepsze nauki.

Pokora i jeszcze raz pokora dla życia była moją dewizą – dlatego być może stosunkowo rzadko przeżywałem porażki. Od zawsze przestrzegałem wiary w solidną, sprawdzoną kardiochirurgię, która jest wystarczająca w codziennych działaniach. Natomiast ucząc się zawodu, pamiętałem, że warto mieć asa w rękawie na te szczególne przypadki. I dlatego w tej grze lekarza walczącego o sukces – znalazłem go w nowych metodach, w nowych pomysłach dających większe szanse nam lekarzom, ale przede wszystkim naszym pacjentom.
Prof. Jerzy Sadowski, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii CM UJ w Krakowie
*

Czytaj także